Honda

Kilka dni temu zakończyła żywot moja najlepsza przyjaciółka, nośnik mojej wolności, pożeracz walijskich szos, towarzyszka w wielu przygodach, istota o świętej cierpliwości do mnie, nieoceniona Honda. Zakończyła spektakularnie, coś się złamało, coś pękło, coś odpadło, i zablokowałyśmy cały pas dość ruchliwej drogi. Przyjechał pan policjant na kogucie, a potem pan recoverowy też na kogucie i... Czytaj dalej →

Drzazga

Małe życie też jest ważne, powiedziałam z pozycji człowieka, który wymienia uwagi o pogodzie z pająkami w łazience. I z pozycji człowieka, który stoi w kolejce za zgarbionym dziadkiem, i serce mu krwawi, że u dziadka w koszyku kurczak do mikrofali, najtańsze czekoladowe herbatniki, pianka do golenia za pół ceny i dwie marchewki. I że... Czytaj dalej →

Jajo

Katastrofa 1 Dwa słowa o egg bup. Czyli zasadniczo jajko na miękko w bule, takie sympatyczne brytyjskie dziwactwo śniadaniowe, i teraz rozumiesz, jak mówię 'na miękko', to nie są to żarty zupełnie w ogóle. Jak już uporasz się ze skutkami katastrofy wynikłej z nadgryzienia jednej strony bułki, czyli przejrzysz na zalane wzburzonym żółtkiem oczy, i... Czytaj dalej →

Człowiek i koń

Taka sytuacja. Człowiek podróżuje z koniem. Zatrzymali się na noc przy małym rezerwacie gdzieś wśród zielonych wzgórz środkowej Walii. Kiedy ich zobaczyłam, człowiek rozwieszał pranie, a koń chodził za nim krok w krok. Potem człowiek wszedł do namiotu, a koń stanął obok i uderza pyskiem w 'ściankę'. Idź sobie, dobiega z wnętrza namiotu, poskub trochę... Czytaj dalej →

Niunia

Co jakiś czas jedna niunia na zakładzie zadaje mi pytanie no po co ja tak po tych wertepach i krzaczorach bladym świtem, w dodatku SAMA. Ona to by bez Misiaczka w żadnym wypadku i w ogóle, co mi to daje, bo ona po prostu nie widzi żadnej atrakcji w tym działaniu. I za każdym razem... Czytaj dalej →

Szkocja

Jeśli jeszcze nie byłeś, to ostrzegam: nie jedź do Szkocji. Pod żadnym pozorem nie jedź do Szkocji. Szkocja wbija się w człowieka i zostaje, na zawsze. Przy powitaniu z Highlands będziesz jak dziecko z rozdziawioną buzią; wyjedziesz jako człowiek w średnim wieku, po przejściach, z melancholijnym przeświadczeniem, że taka miłość łatwo się po raz drugi... Czytaj dalej →

Gąsienica

Po czym poznać, że ktoś jest prawdziwą kobietą outdooru? Otóż po tym, że idziesz do Lidla, otwierasz portmonetkę, a tam gąsienica. (Która potem decyduje się udać na rekonesans po ladzie kasy, sprawiając, że pani kasowa tak śmisznie piszczy i wyskakuje zza kasy zupełnie jakby zobaczyła co najmniej tyranozaura rexa rozszarpującego na kawałki owieczkę i jeszcze... Czytaj dalej →

Gruba przesada kurde.

Na zdjęciu poniżej widać wejście do Stumilowego Lasu, co on tak naprawdę ma góra z pół mili, ale nie ma co grymasić, jest jak jest, w każdym razie to jest las stary okropnie, w którym wszystko trzeszczy, szumi i gwiżdże, produkując człowieku ciary na plecach, i może dlatego ja go tak lubię, bo on mnie... Czytaj dalej →

Łajpnąć flora

Ten moment, kiedy przystajesz sobie w drodze do domu, bez specjalnego celu, i tak sobie stoisz, kiwając się smętnie na boki i gapiąc się w szarosine niebo, i generalnie oceniając dość nisko swoje aktualne, jak również potencjalne szanse życiowe, i nagle obok podjeżdża taki motór, że nawet w reklamach takich nie mają, i zsiada z... Czytaj dalej →

Marcinek

Na parapecie w łazience od kilku tygodni rozwija się płomienny romans pomiędzy pająkiem i gumową kaczką. Pająk, nazwijmy go umownie Marcinkiem, pojawił się dosłownie znikąd, as they do, i zamieszkał tuż obok wydatnego gumowego kupra kaczki. Spędza tam właściwie całe swoje pajęcze życie, z wyjątkiem tych momentów, kiedy ktoś potrzebuje skorzystać z ubikacji i podchodzi... Czytaj dalej →

Pączuś

Obudziłam się dziś zastając świat w stanie deszczowej apokalipsy i natychmiast poczułam, że jedynym sposobem na udźwignięcie tego poranka będzie pożywne śniadanie złożone z pączka z dżemem. Niezwłocznie pognałam do Lidla i nabyłam, i nie ma co ukrywać, pół zniknęło jeszcze w drodze do samochodu. A potem siedziałam w samochodzie i pożerałam resztę, pożerałam entuzjastycznie,... Czytaj dalej →

Sąsiad

Ten moment, kiedy wymościsz sobie gniazdko z kocyków i podusi w ogródku, słoneczko popyla radośnie po niebie, kwitną róże, pachnie kawuś, a ulubiona książka porozumiewawczo puszcza oko.. i wtedy sąsiad odpala piłę tarczową spalinową. *** Więc robię tę jogę w ogrodzie. Zza płotu wyhyna sąsiad. Coś tam, że to, że tamto. Nic nie słyszę, bo... Czytaj dalej →

Uparcie wierzyć

Nie było łatwo, o'nie. Przygotowania trwały wieki. Do końca nie było wiadomo, czy pogoda nie pokrzyżuje planów. Trzy razy podchodziłam. Ale ostatecznie udało się, i to bez asekuracji. To uczucie, kiedy w końcu stoisz na szczycie, widok zapiera ci dech w piersiach, a wzruszenie odbiera mowę.. Oto kolejne marzenie zrealizowane. Widzisz: trzeba tylko wierzyć, uparcie... Czytaj dalej →

Najgorsza kawa w historii

Ten moment, kiedy kupiłaś kawę w kafei, i jest to najgorsza kawa w historii kawy, i wstajesz od stolika, i idziesz do sprzedawczyni i syczysz z wściekłością co to jest piłaś to to kiedyś wiedźmo rogata, a ona patrzy Ci w oczy tym szyderczym tonem głosu i wskazuje na plakietkę z napisem nie obrażać obsługi,... Czytaj dalej →

Gdzie ci mężczyźni

Należę do tych 'szczęśliwców', którym ciągle przytrafia się coś niefortunnego, np. klucz od domu wypadnie im z ręki dokładnie nad jedyną w mieście studzienką ściekową, albo jakimś cudem wyleją na siebie nieodkorkowane wino. I to nawet jest zabawne, ale dopiero po czasie, a w trakcie to jest płacz i zgrzytanie zębów, albo głębokie westchnięcie połączone... Czytaj dalej →

Italo disco z nutą marsza pogrzebowego

Nie wiem czy wspominałam: strasznie kocham swoją pracę, głównie dlatego, że mogę z niej uciec kiedy z tej miłości mam już ochotę wstrzeliwać sobie zszywki do papieru w czoło. Więc dziś uciekłam i oczywiście pojechałam do rezerwatu Za Rogiem, co pewnie jesteście ciekawi co tam słychać, bo dawno o nim nie było. No więc Za... Czytaj dalej →

Słyszałam jak oddychasz

Jestem chomikiem, który upycha po kątach w głowie okruchy odchodzącego lata. Siedzę w wysokiej trawie i łapię złote promienie wieczornego słońca. Zapamiętuję szum liści na wietrze i chrupot żwiru pod butami na ścieżce wiodącej na rozgrzane wzgórza. Jestem chomikiem, zbieram okruchy, zbuduję z nich pachnącą lawendą twierdzę w kolorze soku z malin; zamknę się w... Czytaj dalej →

Wyspa szczęśliwa

Kiedyś wydawało mi się, że prędzej słońce zacznie krążyć dookoła Ziemi, niż ja pojadę dwa razy w to samo miejsce. Przecież jest jeszcze tyle do zobaczenia, a tak mało czasu. Zrewidowałam ten pogląd w ciągu ostatnich kilku lat. Odkryłam, że potrzebuję jakiejś formy przynależności, więzi. Takiej, która nie ma nic wspólnego z wymiarem ludzkim czy... Czytaj dalej →

Dom

Zawsze przed wyjazdem wychodzę do ogrodu popatrzeć na swój dom. Zazwyczaj wściekam się na wszystkie niedoskonałości, na wieczny bałagan, że zimno, że uszczelka pękła, że wyciekło z rury, że nieustannie coś, i że wezmę cię i sprzedam wpizdu, niech się ktoś inny męczy. Z wyjątkiem chwil przed wyjazdem, kiedy wychodzę do ogrodu i patrzę na... Czytaj dalej →

Zamkąć oczy

Z wyjazdów przywożę głównie kamienie z plaż i wulkanów, i bransoletki ze sznurków. I obrazy. Widoki, które tatuują się pod powiekami, i jak wrócisz do rzeczywistości, to czasem tylko wystarczy zamykać oczy, żeby sobie popatrzeć.    

Skutki uboczne

Najfajniejsze w kwestii zimy są skutki uboczne. Np. ten moment, kiedy wchodzisz skostniały do pomieszczenia i ktoś wkłada ci w zmarznięte dłonie kubeł gorącej herbaty z cytryną. Kiedy skrobiesz zmarzniętymi dłońmi szron z samochodu o siódmej rano, a potem wsiadasz do już nagrzanego wnętrza, przykładasz dłonie do dmuchawy, w radiu cicho brzdęka Cohen, a za... Czytaj dalej →

Dziwochy w Portugalii

Jeśli zaś chodzi o coroczny city break z babeczkami, to był to tradycyjnie wyjazd nastawiony na kulturę oraz edukację, i tak na przykład dowiedziałyśmy się, że jeśli złamany corkociąg utkwi w corku, to nie jest to jeszcze sytuacja beznadziejna, jakby się mogło wydawać. Można bowiem oto corek wydłubać pazurem przy pomocy świętej cierpliwości oraz gamy... Czytaj dalej →

Przed tobą ekscytująca podróż

Hotel ze śladami dawnej świetności znajduje się na końcu drogi, w małej wiosce przykrytej płaszczem drzew bananowych. Wielkie okna wychodzą na Atlantyk; mężczyzna w białym ma zachody słońca tylko dla siebie. Jedyne dźwięki jakie słyszy w nocy to szum oceanu i cykady. Niebo ugina się od gwiazd. Podziwia niekończące się konstelacje leżąc na plecach na... Czytaj dalej →

Alice

Alice jest fantastyczna. Nazywam ją Alice z dwóch powodów. Po pierwsze kojarzy mi się z kimś, kto wpadł niechcący do króliczej norki i tak leci, leci, całe życie, tak długo, że w międzyczasie przysnął i właściwie już nie bardzo wie co się wokół niego dzieje. Po drugie przypomina mi Alice z Vicar of Dibly, jak... Czytaj dalej →

Pasujemy do siebie

Jemu się nie podobają, a może jeszcze mu się nie podobają; w sumie rozumiem. Trochę potrwało, zanim ja pokochałam te poszarpane szare klify, brudne od nieustających przypływów; nauczyłam się chodzić po szorstkich skałach i znajdywać szczeliny, w które można się wcisnąć i być na chwilę wolną od wiatru, spokojną. To wybrzeże przypomina mi ludzi, którym... Czytaj dalej →

Koń

Wczoraj poszłam na spacer wieczorny na łąki z końmi i znalazłam przy płocie kamiennym reklamówkę z jabłkami, co się dobrze złożyło, bo zawsze chciałam tym koniom te jabłka i nigdy nie pamiętałam żeby kupić. Pożyczyłam więc sprytnie jedno zielone jabłko z reklamówki i poszłam szukać swojego ulubionego konia, który wygląda jak wzorek z czekolady na... Czytaj dalej →

Owoc

W co wierzyć, jak już nie w miłość? Lata świetlne minęły odkąd odgarniał niesforny kosmyk włosów z czyjejś twarzy, a rysy mu łagodniały; w sumie to nie pamięta już jak to było, i czy w ogóle. Dziś wierzy po trochu, że może kiedyś jeszcze będzie jakiś uczciwy polityk, że wszechświat się nieustannie rozszerza i jednocześnie... Czytaj dalej →

Krewni i znajomi Pająka

Na wannie siedzi pająk. Przez dwie minuty siłujemy się wzrokiem na autorytety, po czym pająk wzdycha, wyciąga walizkę spod mydelniczki i mówi: no dobra, bo już późno, ciężki dzień miałem, miejmy to już za sobą, wywal mnie za okno po raz szósty z poczuciem satysfakcji oraz wyższości intelektualnej właściwemu twojemu gatunkowi, and I'll see you... Czytaj dalej →

Jak Bóg da

Zapukała mi wczoraj do drzwi przesympatyczna starsza pani i zaprosiła mnie na zlot Świadków Jehowy, na którym znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i ja się strasznie ucieszyłam i powiedziałam pani, że na pewno się wybiorę, bo mam wiele pytań co z nimi jestem sama, zagubiona jak dziecko we mgle, np. czy w Lidlu sprzedają... Czytaj dalej →

Temu panu nad morzem o szóstej rano

Czasem coś się zdarzy, uśmiech, krótka rozmowa, zwyczajna propozycja. Podzielę się z panią kawą, skoro pani nie ma. Ale przecież. Nie mogę. Muszę. Muszę jechać. Dwie minuty z panem rozmawiałam i już zdążyliśmy wybudować dom Z Widokiem Na Morze i Kominkiem. Zaadoptowaliśmy kulawego osiołka i dwie stare kury. Muszę jechać, zdecydowanie, przecież, poważni, dorośli, odpowiedzialni,... Czytaj dalej →

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑