Okopy Stalingradu

Od kiedy jestem nieposiadaczką samochodu, wyprawy na klify to logistyczne pole minowe. Najpierw trzeba złapać pociąg, który nie zawsze przyjeżdża, a potem autobus, który nie zawsze przyjeżdża, i tu jeszcze występuje podkategoria ‘i nie zawsze zatrzymuje się na każdym przystanku’. W autobusie zawsze trafiam na tego samego kierowcę-dziadeczka, który nie rozumie mnie, ja nie rozumiem... Czytaj dalej →

Taka sytuacja.

Kiedy wchodzisz do gabinetu pani pielęgniarki żeby pobrać krew, a ona radośnie zaprasza cię na leżankę celem wykonania cytologii, o której zapomniałaś na śmierć, bo umawiałaś się na nią sześć miesięcy temu, i tak stoisz patrząc na tę leżankę i uśmiechasz się do pani jak góra lodowego spokoju, podczas gdy przez głowę przelatują ci w... Czytaj dalej →

Wiosenne porządki

  Więc nadszedł jednak ten dzień, dzień próby, dzień testu. Spojrzę czystym spojrzeniem w twarz potworowi chaosu i nie ugnę się, nie zboczę z obranej drogi, a ból i gorycz niepowodzeń przyjmę z radością i pokorą. Wiosenne  s p r z ą t a n i e 😐😑😭 * Sprzątanie jest fajne, jak na razie... Czytaj dalej →

Jezusiku

Interesujący fakt odnośnie bycia kobietą po 40-tce: zaczęłam się częściej modlić. Są to modlitwy krótkie, ale żarliwe. Najczęściej modlę się na łonie natury, ale też w pociągu, w mieście, w drodze do pracy. Moją ulubioną modlitwą jest litania do Jezusika. 'Jezusiku, Jezusiku, Jezu siku..'  

Święty Oburz

Ten moment, kiedy człowiek schodził nogi po pas na ośnieżonych pagórach, pod koniec żując już własny język żeby oszukać głód, i kiedy w końcu resztką sił dowlókł się do kafei z gorącym obiadkiem, i okazało się, że kafeja z gorącym obiadkiem jest.. dziś akurat, sori, nieczynna, naprawdę okropnie nam przykro że się tak niefortunnie złożyło,... Czytaj dalej →

Taki poranek

Jeśli chodzi o dzisiejszą poranną włóczęgę po rezerwacie Za Rogiem, to powiem tak, była ona pełna emocji oraz wartości edukacyjnych. Dowiedziałam się np. że jest taki lód, co się sprytnie kamufluje jako asfalt; mój tyłek zdemaskował to oszustwo mniej więcej wpół drogi do kontaktu z glebą. Potem okazało się, że w termosie mam idealnie schłodzoną... Czytaj dalej →

Szczepka

Już jakiś czas temu zrozumiałam, że uczciwą pracą to się nigdy nie dorobię tego słitaśnego kotydżu z kominkiem na walijskim pustkowiu i przydałoby się wypracować jakąś alternatywną metodę pozyskania wymarzonej nieruchomości wraz z przyległymi gruntami. Zrobiłam więc burzę mózgu, co ona w założeniu miała być nawałnicą kreatywności i tsunami pragmatyzmu; wyszło jak zwykle, burza w... Czytaj dalej →

Siłownia

Poszłam się dziś zapisać na siłownię, i weszłam, i usiadłam cała dumna z siebie na ławeczce przy recepcji, w radosnym oczekiwaniu niesamowitych zmian na lepsze, które miały we mnie nastąpić, jak było napisane na ulotce, ale potem pan siłowniowy powiedział, że tak naprawdę, żeby osiągnąć jakieś rezultaty to podobno trzeba jeszcze  ć w i c... Czytaj dalej →

Honda

Kilka dni temu zakończyła żywot moja najlepsza przyjaciółka, nośnik mojej wolności, pożeracz walijskich szos, towarzyszka w wielu przygodach, istota o świętej cierpliwości do mnie, nieoceniona Honda. Zakończyła spektakularnie, coś się złamało, coś pękło, coś odpadło, i zablokowałyśmy cały pas dość ruchliwej drogi. Przyjechał pan policjant na kogucie, a potem pan recoverowy też na kogucie i... Czytaj dalej →

Drzazga

Małe życie też jest ważne, powiedziałam z pozycji człowieka, który wymienia uwagi o pogodzie z pająkami w łazience. I z pozycji człowieka, który stoi w kolejce za zgarbionym dziadkiem, i serce mu krwawi, że u dziadka w koszyku kurczak do mikrofali, najtańsze czekoladowe herbatniki, pianka do golenia za pół ceny i dwie marchewki. I że... Czytaj dalej →

Jajo

Katastrofa 1 Dwa słowa o egg bup. Czyli zasadniczo jajko na miękko w bule, takie sympatyczne brytyjskie dziwactwo śniadaniowe, i teraz rozumiesz, jak mówię 'na miękko', to nie są to żarty zupełnie w ogóle. Jak już uporasz się ze skutkami katastrofy wynikłej z nadgryzienia jednej strony bułki, czyli przejrzysz na zalane wzburzonym żółtkiem oczy, i... Czytaj dalej →

Człowiek i koń

Taka sytuacja. Człowiek podróżuje z koniem. Zatrzymali się na noc przy małym rezerwacie gdzieś wśród zielonych wzgórz środkowej Walii. Kiedy ich zobaczyłam, człowiek rozwieszał pranie, a koń chodził za nim krok w krok. Potem człowiek wszedł do namiotu, a koń stanął obok i uderza pyskiem w 'ściankę'. Idź sobie, dobiega z wnętrza namiotu, poskub trochę... Czytaj dalej →

Niunia

Co jakiś czas jedna niunia na zakładzie zadaje mi pytanie no po co ja tak po tych wertepach i krzaczorach bladym świtem, w dodatku SAMA. Ona to by bez Misiaczka w żadnym wypadku i w ogóle, co mi to daje, bo ona po prostu nie widzi żadnej atrakcji w tym działaniu. I za każdym razem... Czytaj dalej →

Szkocja

Jeśli jeszcze nie byłeś, to ostrzegam: nie jedź do Szkocji. Pod żadnym pozorem nie jedź do Szkocji. Szkocja wbija się w człowieka i zostaje, na zawsze. Przy powitaniu z Highlands będziesz jak dziecko z rozdziawioną buzią; wyjedziesz jako człowiek w średnim wieku, po przejściach, z melancholijnym przeświadczeniem, że taka miłość łatwo się po raz drugi... Czytaj dalej →

Gąsienica

Po czym poznać, że ktoś jest prawdziwą kobietą outdooru? Otóż po tym, że idziesz do Lidla, otwierasz portmonetkę, a tam gąsienica. (Która potem decyduje się udać na rekonesans po ladzie kasy, sprawiając, że pani kasowa tak śmisznie piszczy i wyskakuje zza kasy zupełnie jakby zobaczyła co najmniej tyranozaura rexa rozszarpującego na kawałki owieczkę i jeszcze... Czytaj dalej →

Gruba przesada kurde.

Na zdjęciu poniżej widać wejście do Stumilowego Lasu, co on tak naprawdę ma góra z pół mili, ale nie ma co grymasić, jest jak jest, w każdym razie to jest las stary okropnie, w którym wszystko trzeszczy, szumi i gwiżdże, produkując człowieku ciary na plecach, i może dlatego ja go tak lubię, bo on mnie... Czytaj dalej →

Łajpnąć flora

Ten moment, kiedy przystajesz sobie w drodze do domu, bez specjalnego celu, i tak sobie stoisz, kiwając się smętnie na boki i gapiąc się w szarosine niebo, i generalnie oceniając dość nisko swoje aktualne, jak również potencjalne szanse życiowe, i nagle obok podjeżdża taki motór, że nawet w reklamach takich nie mają, i zsiada z... Czytaj dalej →

Marcinek

Na parapecie w łazience od kilku tygodni rozwija się płomienny romans pomiędzy pająkiem i gumową kaczką. Pająk, nazwijmy go umownie Marcinkiem, pojawił się dosłownie znikąd, as they do, i zamieszkał tuż obok wydatnego gumowego kupra kaczki. Spędza tam właściwie całe swoje pajęcze życie, z wyjątkiem tych momentów, kiedy ktoś potrzebuje skorzystać z ubikacji i podchodzi... Czytaj dalej →

Pączuś

Obudziłam się dziś zastając świat w stanie deszczowej apokalipsy i natychmiast poczułam, że jedynym sposobem na udźwignięcie tego poranka będzie pożywne śniadanie złożone z pączka z dżemem. Niezwłocznie pognałam do Lidla i nabyłam, i nie ma co ukrywać, pół zniknęło jeszcze w drodze do samochodu. A potem siedziałam w samochodzie i pożerałam resztę, pożerałam entuzjastycznie,... Czytaj dalej →

Sąsiad

Ten moment, kiedy wymościsz sobie gniazdko z kocyków i podusi w ogródku, słoneczko popyla radośnie po niebie, kwitną róże, pachnie kawuś, a ulubiona książka porozumiewawczo puszcza oko.. i wtedy sąsiad odpala piłę tarczową spalinową. *** Więc robię tę jogę w ogrodzie. Zza płotu wyhyna sąsiad. Coś tam, że to, że tamto. Nic nie słyszę, bo... Czytaj dalej →

Uparcie wierzyć

Nie było łatwo, o'nie. Przygotowania trwały wieki. Do końca nie było wiadomo, czy pogoda nie pokrzyżuje planów. Trzy razy podchodziłam. Ale ostatecznie udało się, i to bez asekuracji. To uczucie, kiedy w końcu stoisz na szczycie, widok zapiera ci dech w piersiach, a wzruszenie odbiera mowę.. Oto kolejne marzenie zrealizowane. Widzisz: trzeba tylko wierzyć, uparcie... Czytaj dalej →

Najgorsza kawa w historii

Ten moment, kiedy kupiłaś kawę w kafei, i jest to najgorsza kawa w historii kawy, i wstajesz od stolika, i idziesz do sprzedawczyni i syczysz z wściekłością co to jest piłaś to to kiedyś wiedźmo rogata, a ona patrzy Ci w oczy tym szyderczym tonem głosu i wskazuje na plakietkę z napisem nie obrażać obsługi,... Czytaj dalej →

Gdzie ci mężczyźni

Należę do tych 'szczęśliwców', którym ciągle przytrafia się coś niefortunnego, np. klucz od domu wypadnie im z ręki dokładnie nad jedyną w mieście studzienką ściekową, albo jakimś cudem wyleją na siebie nieodkorkowane wino. I to nawet jest zabawne, ale dopiero po czasie, a w trakcie to jest płacz i zgrzytanie zębów, albo głębokie westchnięcie połączone... Czytaj dalej →

Italo disco z nutą marsza pogrzebowego

Nie wiem czy wspominałam: strasznie kocham swoją pracę, głównie dlatego, że mogę z niej uciec kiedy z tej miłości mam już ochotę wstrzeliwać sobie zszywki do papieru w czoło. Więc dziś uciekłam i oczywiście pojechałam do rezerwatu Za Rogiem, co pewnie jesteście ciekawi co tam słychać, bo dawno o nim nie było. No więc Za... Czytaj dalej →

Słyszałam jak oddychasz

Jestem chomikiem, który upycha po kątach w głowie okruchy odchodzącego lata. Siedzę w wysokiej trawie i łapię złote promienie wieczornego słońca. Zapamiętuję szum liści na wietrze i chrupot żwiru pod butami na ścieżce wiodącej na rozgrzane wzgórza. Jestem chomikiem, zbieram okruchy, zbuduję z nich pachnącą lawendą twierdzę w kolorze soku z malin; zamknę się w... Czytaj dalej →

Wyspa szczęśliwa

Kiedyś wydawało mi się, że prędzej słońce zacznie krążyć dookoła Ziemi, niż ja pojadę dwa razy w to samo miejsce. Przecież jest jeszcze tyle do zobaczenia, a tak mało czasu. Zrewidowałam ten pogląd w ciągu ostatnich kilku lat. Odkryłam, że potrzebuję jakiejś formy przynależności, więzi. Takiej, która nie ma nic wspólnego z wymiarem ludzkim czy... Czytaj dalej →

Dom

Zawsze przed wyjazdem wychodzę do ogrodu popatrzeć na swój dom. Zazwyczaj wściekam się na wszystkie niedoskonałości, na wieczny bałagan, że zimno, że uszczelka pękła, że wyciekło z rury, że nieustannie coś, i że wezmę cię i sprzedam wpizdu, niech się ktoś inny męczy. Z wyjątkiem chwil przed wyjazdem, kiedy wychodzę do ogrodu i patrzę na... Czytaj dalej →

Zamkąć oczy

Z wyjazdów przywożę głównie kamienie z plaż i wulkanów, i bransoletki ze sznurków. I obrazy. Widoki, które tatuują się pod powiekami, i jak wrócisz do rzeczywistości, to czasem tylko wystarczy zamykać oczy, żeby sobie popatrzeć.    

Skutki uboczne

Najfajniejsze w kwestii zimy są skutki uboczne. Np. ten moment, kiedy wchodzisz skostniały do pomieszczenia i ktoś wkłada ci w zmarznięte dłonie kubeł gorącej herbaty z cytryną. Kiedy skrobiesz zmarzniętymi dłońmi szron z samochodu o siódmej rano, a potem wsiadasz do już nagrzanego wnętrza, przykładasz dłonie do dmuchawy, w radiu cicho brzdęka Cohen, a za... Czytaj dalej →

Dziwochy w Portugalii

Jeśli zaś chodzi o coroczny city break z babeczkami, to był to tradycyjnie wyjazd nastawiony na kulturę oraz edukację, i tak na przykład dowiedziałyśmy się, że jeśli złamany corkociąg utkwi w corku, to nie jest to jeszcze sytuacja beznadziejna, jakby się mogło wydawać. Można bowiem oto corek wydłubać pazurem przy pomocy świętej cierpliwości oraz gamy... Czytaj dalej →

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑