Fenomen

W pracy generalnie rozpiera mnie energia i entuzjazm śpiącej pandy. Stażyści podtrzymują mi drżącą z osłabienia dłoń ściskającą desperacko szóstą kawę. W razie konieczności podjęcia heroicznej wyprawy do drukarki współpracownicy życzliwie popychają mnie w jej kierunku razem z krzesełkiem. Czasem zapomną mnie przywieść z powrotem, i tak sobie zwisam jak uschnięta gałązka nad podajnikiem papieru. W miejscu, gdzie głowa opada mi na klawiaturę przykleiłam sobie na stałe małą poduszeczkę zapobiegającą urazom. Z rozrzewnieniem myślę o cewniku, który uratowałby mnie od epokowego wysiłku wspinania się po sześciu schodach do kibla.

Natomiast w momencie, kiedy przekraczam bramy rezerwatu Za Rogiem, wstępuje we mnie szatan-maratończyk, pojawia się sprężystość kroku, plecy się prostują, a w głowie buzuje niezłomna radość istnienia późnym letnim popołudniem. Generalnie mogłabym zdobyć Everest na wrotkach grając na ukulele.

Fenomen jakiś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: