Deszcz

Deszcz, zwłaszcza ten ponury, zimny i padający dosłownie z każdego kierunku, jest tak częsty w tej krainie, że musiałam się nauczyć z nim żyć. Kiedyś wymyśliłam nawet, że pogoda jest tak naprawdę jedynie stanem umysłu, więc spoko, jesteśmy w stanie się przekonać, że tak naprawdę jest po prostu za-je-biś-cie i nie będzie deszcz pluł nam w twarz. Cała spęczniałam z dumy, że takie coś cool wymyśliłam, sama, i natychmiast spróbowałam tę myśl głęboką sprzedać koledze z pracy, z którym przedzieram się przez poranne ulewy z parasolem w jednej i kawą w drugiej ręce, najczęściej pod wiatr. Kolega już otworzył usta, żeby skomentować bez wątpienia w pełnym szacunku zachwycie, ale zwrotny wiatr walnął go parasolem w twarz i  rozlał mu kawę na marynarkę i sporą część spodni. Zamknęliśmy temat.

***

Kiedy tak leje i leje, nie pamiętam już nawet od kiedy, trudno nie myśleć: czemu nie wyemigrowałam na południe, gdzieś, gdzie słońce tańczy w oczach kobiet, a w żyłach płynie świeży sok pomarańczowy

***

Chciałam z tego miejsca serdecznie podziękować walijskiej aurze za nieoczekiwane gradobicie, wichurę i deszcz, dzięki którym wysiadłam z samochodu tylko na chwilę, i to tylko po to, żeby dowiedzieć się, że łańcuch od roweru spadł i się zaklinował na amen, po czym wróciłam do domu i zajęłam się aktywnym nicnierobieniem, wspomagając się czterema batonami energetycznymi z karmelem, które miały mi pomóc w przejechaniu 40km.

***

Odstąp szatanie pogodowy! Toż to zwariować można. A tak by się gdzieś wyrwał, i szedł, szedł w stronę słońca, a jeszcze lepiej w stronę jakiejś kafei z kawą i ciachem, gdzie usiadłby przy stoliku na dworze, wciągnął rozgrzane promieniami powietrze do płuc, i w końcu uwierzył, że to nie bujda na resorach co starzy ludzie opowiadają: że kiedyś, kiedyś, sześćset lat temu, w pewien wtorek w Walii NIE PADAŁO.

***

Pada sobie i jakoś mi to wyjątkowo pasuje. Ostatnio dużo jest smutku i żalu w ludziach dookoła, i we mnie też, taka kombinacja różnych okoliczności życiowych, a przed nami wszystkimi długa szara zima. Uśmiechajmy się do siebie. I do obcych. Szczególnie do obcych. Niesamowite jak proste uśmiechnięte ‚dzień dobry’ od nieznajomego na ulicy, kiedy kulicie się w kołnierzach mokrych kurtek jak w okopach bitew, które właśnie toczycie, potrafi podnieść na duchu.
Dzień dobry.

***

Mży już całkiem poważnie. Nad wzgórzami wisi mgła, żwirowa ścieżka chrupie mi pod stopami. Przed chwilą polowałam na jeżyny, wlazłam w mokre krzaczory, teraz woda spływa mi po spodniach i sympatycznie wsiąka w ‚nieprzemakalne’ buty. Zupełnie mi nie przeszkadza ten deszcz oblepiający mi twarz i włosy jak jakaś diamentowa pajęczyna, ani te mokre buty. Idę, omijając niezbyt gorliwie kałuże; pojawia się we mnie i rozrasta cisza, a w tej ciszy zalążek jakiejś niezmiernie ważnej myśli, z gatunku tych zmieniających świat albo życie. Próbuję ją złapać, tę myśl niezwykle istotną, ale wymyka mi się z drwiącym uśmieszkiem i znika, wtapiając się w pachnącą deszczem ziemię. Następnym razem cię dorwę, rzucam z groźbą w głosie w przestrzeń. Chociaż tej kawy byś się ze mną napiła, ty wiedźmo rogata.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: