Alice

Alice jest fantastyczna. Nazywam ją Alice z dwóch powodów. Po pierwsze kojarzy mi się z kimś, kto wpadł niechcący do króliczej norki i tak leci, leci, całe życie, tak długo, że w międzyczasie przysnął i właściwie już nie bardzo wie co się wokół niego dzieje. Po drugie przypomina mi Alice z Vicar of Dibly, jak ktoś przypadkiem jeszcze nie widział, to KONIECZNIE.

Alice pracuje w Weatherspoonie, pubie, skąd codziennie od dwóch lat o 7:10 rano wynoszę życiodajny kubeczek kawy z filtra.

Któregoś dnia pogoda wprawiła mnie od samej pobudki w wyjątkowo podły humor; zachodzę do Weatherspoona. Alice stoi przy kasie z potarganym włosem, powieki na zapałkach. Arajt..? – zagajam z entuzjazmem konduktu pogrzebowego – leje jak chuj, ale podobno jutro pomiędzy 11:03 i 11:07 ma się trochę przejaśnić. Kawę z filtra na wynos proszę – trzymam się utartych kanonów codziennej konwersacji.

Alice wygląda jakby od 7 lat nie spała. Chwyta biały porcelanowy kubek, ładuje w niego dwie torebki herbaty, zalewa wrzątkiem i stawia przede mną. Przepraszam, kawę z filtra chciałam, na wynos.. Alice przez chwilę patrzy na mnie jakbym była jednorożcem. Och, sori luv, odpowiada średnio przytomnie, po czym wrzuca mokre torebki z powrotem do kartonu z herbatą (!) i przystępuje do parzenia.. latte.

Przepraszam, ehmmm, mówię, czując jak budzi się we mnie potężny wewnętrzny chichot, taki lek na całe pogodowe zło, kawa z filtra na wynos..? Alice patrzy na mnie jakbym była konferencją producentów krasnali ogrodowych na eksport na koło Podbiegunowe. Och, sori luv! Wreszcie sięga po papierowy kubeczek i stawia go przede mną wraz z sześcioma torebkami cukru. Dzięki.. mówię z uśmiechem dookoła głowy.. myślisz, że mogłabym też dostać do tego trochę kawy z filtra..? Facet za mną trzęsie się ze śmiechu chowając twarz w kołnierzu płaszcza.

 

***

Wchodzę niedawno do pubu, Alice wygląda jakby w półśnie walnęła w drzewo. Flegmatycznie ustawia białe kubeczki do kawy, jeden na drugim, w długie słupki. Nie zauważyła, że zasłoniła nimi całą maszynę do kawy.

Spostrzega mnie, rozespany uśmiech, oł haja lov, kofi..? Łapie za papierowy kubek, odwraca się i bezradnie staje w obliczu ściany porcelitowych kubków, która do niedawna jeszcze była ekspresem do kawy. Oł, mówi. Patrzy, patrzy, myśli. Łapie za kubeczek w samym środku piramidy; oczywiście wszystkie kubki natychmiast lądują ze złośliwym brzękiem na podłodze. Alice ze złością: no co dzisiaj z tymi kubkami, zupełnie nie rozumiem!! Głupie kubki!!

Z kamienną twarzą chichoczę wewnętrznie. Pan obok chichocze w mankiet zasłaniając się broszurką z napisem ‚Weatherspoon, według waszych głosów pub z najlepszym klimatem w mieście’.

Prawda..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: