Drzazga

Małe życie też jest ważne, powiedziałam z pozycji człowieka, który wymienia uwagi o pogodzie z pająkami w łazience. I z pozycji człowieka, który stoi w kolejce za zgarbionym dziadkiem, i serce mu krwawi, że u dziadka w koszyku kurczak do mikrofali, najtańsze czekoladowe herbatniki, pianka do golenia za pół ceny i dwie marchewki. I że... Czytaj dalej →

Człowiek i koń

Taka sytuacja. Człowiek podróżuje z koniem. Zatrzymali się na noc przy małym rezerwacie gdzieś wśród zielonych wzgórz środkowej Walii. Kiedy ich zobaczyłam, człowiek rozwieszał pranie, a koń chodził za nim krok w krok. Potem człowiek wszedł do namiotu, a koń stanął obok i uderza pyskiem w 'ściankę'. Idź sobie, dobiega z wnętrza namiotu, poskub trochę... Czytaj dalej →

Słyszałam jak oddychasz

Jestem chomikiem, który upycha po kątach w głowie okruchy odchodzącego lata. Siedzę w wysokiej trawie i łapię złote promienie wieczornego słońca. Zapamiętuję szum liści na wietrze i chrupot żwiru pod butami na ścieżce wiodącej na rozgrzane wzgórza. Jestem chomikiem, zbieram okruchy, zbuduję z nich pachnącą lawendą twierdzę w kolorze soku z malin; zamknę się w... Czytaj dalej →

Dom

Zawsze przed wyjazdem wychodzę do ogrodu popatrzeć na swój dom. Zazwyczaj wściekam się na wszystkie niedoskonałości, na wieczny bałagan, że zimno, że uszczelka pękła, że wyciekło z rury, że nieustannie coś, i że wezmę cię i sprzedam wpizdu, niech się ktoś inny męczy. Z wyjątkiem chwil przed wyjazdem, kiedy wychodzę do ogrodu i patrzę na... Czytaj dalej →

Zamkąć oczy

Z wyjazdów przywożę głównie kamienie z plaż i wulkanów, i bransoletki ze sznurków. I obrazy. Widoki, które tatuują się pod powiekami, i jak wrócisz do rzeczywistości, to czasem tylko wystarczy zamykać oczy, żeby sobie popatrzeć.    

Skutki uboczne

Najfajniejsze w kwestii zimy są skutki uboczne. Np. ten moment, kiedy wchodzisz skostniały do pomieszczenia i ktoś wkłada ci w zmarznięte dłonie kubeł gorącej herbaty z cytryną. Kiedy skrobiesz zmarzniętymi dłońmi szron z samochodu o siódmej rano, a potem wsiadasz do już nagrzanego wnętrza, przykładasz dłonie do dmuchawy, w radiu cicho brzdęka Cohen, a za... Czytaj dalej →

Przed tobą ekscytująca podróż

Hotel ze śladami dawnej świetności znajduje się na końcu drogi, w małej wiosce przykrytej płaszczem drzew bananowych. Wielkie okna wychodzą na Atlantyk; mężczyzna w białym ma zachody słońca tylko dla siebie. Jedyne dźwięki jakie słyszy w nocy to szum oceanu i cykady. Niebo ugina się od gwiazd. Podziwia niekończące się konstelacje leżąc na plecach na... Czytaj dalej →

Pasujemy do siebie

Jemu się nie podobają, a może jeszcze mu się nie podobają; w sumie rozumiem. Trochę potrwało, zanim ja pokochałam te poszarpane szare klify, brudne od nieustających przypływów; nauczyłam się chodzić po szorstkich skałach i znajdywać szczeliny, w które można się wcisnąć i być na chwilę wolną od wiatru, spokojną. To wybrzeże przypomina mi ludzi, którym... Czytaj dalej →

Owoc

W co wierzyć, jak już nie w miłość? Lata świetlne minęły odkąd odgarniał niesforny kosmyk włosów z czyjejś twarzy, a rysy mu łagodniały; w sumie to nie pamięta już jak to było, i czy w ogóle. Dziś wierzy po trochu, że może kiedyś jeszcze będzie jakiś uczciwy polityk, że wszechświat się nieustannie rozszerza i jednocześnie... Czytaj dalej →

Temu panu nad morzem o szóstej rano

Czasem coś się zdarzy, uśmiech, krótka rozmowa, zwyczajna propozycja. Podzielę się z panią kawą, skoro pani nie ma. Ale przecież. Nie mogę. Muszę. Muszę jechać. Dwie minuty z panem rozmawiałam i już zdążyliśmy wybudować dom Z Widokiem Na Morze i Kominkiem. Zaadoptowaliśmy kulawego osiołka i dwie stare kury. Muszę jechać, zdecydowanie, przecież, poważni, dorośli, odpowiedzialni,... Czytaj dalej →

Przecież nic się. Nie stało.

Jest łagodny ciepły wieczór, tuż za schodkami cichej restauracji zaczyna się nieskończona tafla Atlantyku, rozświetlona w tej chwili spektakularnym zachodem słońca. Siedzi przy stoliku obok, cały na biało, jasnowłosy, po czterdziestce; bawi się kieliszkiem czerwonego wina. Przypomina mi mężczyzn z książek Lawrence'a, biała Ameryka lat 50, a może Bogart w małym barze z pianinem w... Czytaj dalej →

Kiedyś

Lubię myśleć, że kiedyś, kiedy już mnie nie będzie, coś z dźwięku i ciężaru moich kroków zachowa się w chrzęście żwiru na ulubionych ścieżkach. I że ktoś kiedyś usiądzie na mojej ulubionej ławce i będzie mu się wydawało, że nie jest sam. Będzie się rozglądać dookoła, wypatrując, ale jedyne co być może zauważy, to znikający... Czytaj dalej →

Opowiedziałabym

Opowiedziałabym ci, jak gwiżdże lodowaty zimowy wiatr na takim pustkowiu, dlaczego lubię przesuwać palcami po chropowatej korze drzew, co się stało z wrzosami, które płożyły się tu dywanami jeszcze dwa miesiące temu. Jak zmarznąć bez żalu i odtajać z parującym kubkiem kawy, a w sercu zrobić sobie ciszę. Opowiedziałabym, ale trochę szkoda zamykać to w... Czytaj dalej →

Echo

Chodź, nic się nie martw, że błoto, poprowadzę cię. Ty patrz w niebo, i do przodu, bo jak będziesz patrzeć w błoto, to przegapisz pierwsze kwiaty. A jak będzie wiało to przysiądziemy przy murze, będziemy obserwować jak wiatr przygina innych do ziemi; może ci zaśpiewam, a może to tylko echo będzie    

Deszcz

Deszcz, zwłaszcza ten ponury, zimny i padający dosłownie z każdego kierunku, jest tak częsty w tej krainie, że musiałam się nauczyć z nim żyć. Kiedyś wymyśliłam nawet, że pogoda jest tak naprawdę jedynie stanem umysłu, więc spoko, jesteśmy w stanie się przekonać, że tak naprawdę jest po prostu za-je-biś-cie i nie będzie deszcz pluł nam... Czytaj dalej →

Późnoletnie wieczory

Wieczory Za Rogiem mają ostatnio smak dojrzałych jeżyn przyciśniętych językiem do podniebienia; słodycz ich soku zawraca w głowie i upaja, chociaż jest zaledwie obietnicą przemiany w wino. *** Wieczorne słońce wydłuża cienie drzew; jeszcze jest ciepło, ale już z nutą jesieni w powietrzu. Wysokie trawy szumią falując na wietrze. Ktoś idzie żwirową ścieżką w twoim... Czytaj dalej →

Nad rzeczką

Nad rzeczką opodal krzaczka siedzi sobie dziewczyna w żółtym płaszczu i przygląda się rwącemu nurtowi. O czym myśli, a może nie myśli, a może jednak, może tworzy w głowie historię o dziewczynie w żółtym płaszczu, która siedzi nad rzeczką, opodal krzaczka, i wymyśla historię o dziewczynie...  która to historia będzie najlepszą historią, jaką w życiu... Czytaj dalej →

Jak gupek

W zapachu skoszonej trawy i letnim słońcu odnajduje kalejdoskop twarzy i zdarzeń, co mogły być, ale nie były, albo były, ale kiedyś dawno i w zasadzie nieprawda, i to ją wypełnia nostalgią. Jednocześnie w tym samym zapachu odczytuje porcelanowy dzbanek polnych kwiatów, z których uplecie sobie kiedyś wianek i poleci przez łąki, przeskoczy kamienne płoty,... Czytaj dalej →

Bańki

Topniejący śnieg na drzewach, dziś rano. Piękno jest w oku patrzącego, jeśli patrzący chce zobaczyć, jeśli umie patrzeć. Czasem to kwestia wyboru. Podobnie jest z ludźmi. Odbijamy się w oczach innych. Często ich opinie i to, jak nas postrzegają, wpływa na nasze życie, na to jak postrzegamy sami siebie, jaki model zachowania przyjmujemy. Dlatego tak... Czytaj dalej →

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑