Okopy Stalingradu

Od kiedy jestem nieposiadaczką samochodu, wyprawy na klify to logistyczne pole minowe. Najpierw trzeba złapać pociąg, który nie zawsze przyjeżdża, a potem autobus, który nie zawsze przyjeżdża, i tu jeszcze występuje podkategoria ‘i nie zawsze zatrzymuje się na każdym przystanku’. W autobusie zawsze trafiam na tego samego kierowcę-dziadeczka, który nie rozumie mnie, ja nie rozumiem... Czytaj dalej →

Wiosenne porządki

  Więc nadszedł jednak ten dzień, dzień próby, dzień testu. Spojrzę czystym spojrzeniem w twarz potworowi chaosu i nie ugnę się, nie zboczę z obranej drogi, a ból i gorycz niepowodzeń przyjmę z radością i pokorą. Wiosenne  s p r z ą t a n i e 😐😑😭 * Sprzątanie jest fajne, jak na razie... Czytaj dalej →

Jezusiku

Interesujący fakt odnośnie bycia kobietą po 40-tce: zaczęłam się częściej modlić. Są to modlitwy krótkie, ale żarliwe. Najczęściej modlę się na łonie natury, ale też w pociągu, w mieście, w drodze do pracy. Moją ulubioną modlitwą jest litania do Jezusika. 'Jezusiku, Jezusiku, Jezu siku..'  

Święty Oburz

Ten moment, kiedy człowiek schodził nogi po pas na ośnieżonych pagórach, pod koniec żując już własny język żeby oszukać głód, i kiedy w końcu resztką sił dowlókł się do kafei z gorącym obiadkiem, i okazało się, że kafeja z gorącym obiadkiem jest.. dziś akurat, sori, nieczynna, naprawdę okropnie nam przykro że się tak niefortunnie złożyło,... Czytaj dalej →

Taki poranek

Jeśli chodzi o dzisiejszą poranną włóczęgę po rezerwacie Za Rogiem, to powiem tak, była ona pełna emocji oraz wartości edukacyjnych. Dowiedziałam się np. że jest taki lód, co się sprytnie kamufluje jako asfalt; mój tyłek zdemaskował to oszustwo mniej więcej wpół drogi do kontaktu z glebą. Potem okazało się, że w termosie mam idealnie schłodzoną... Czytaj dalej →

Szczepka

Już jakiś czas temu zrozumiałam, że uczciwą pracą to się nigdy nie dorobię tego słitaśnego kotydżu z kominkiem na walijskim pustkowiu i przydałoby się wypracować jakąś alternatywną metodę pozyskania wymarzonej nieruchomości wraz z przyległymi gruntami. Zrobiłam więc burzę mózgu, co ona w założeniu miała być nawałnicą kreatywności i tsunami pragmatyzmu; wyszło jak zwykle, burza w... Czytaj dalej →

Honda

Kilka dni temu zakończyła żywot moja najlepsza przyjaciółka, nośnik mojej wolności, pożeracz walijskich szos, towarzyszka w wielu przygodach, istota o świętej cierpliwości do mnie, nieoceniona Honda. Zakończyła spektakularnie, coś się złamało, coś pękło, coś odpadło, i zablokowałyśmy cały pas dość ruchliwej drogi. Przyjechał pan policjant na kogucie, a potem pan recoverowy też na kogucie i... Czytaj dalej →

Jajo

Katastrofa 1 Dwa słowa o egg bup. Czyli zasadniczo jajko na miękko w bule, takie sympatyczne brytyjskie dziwactwo śniadaniowe, i teraz rozumiesz, jak mówię 'na miękko', to nie są to żarty zupełnie w ogóle. Jak już uporasz się ze skutkami katastrofy wynikłej z nadgryzienia jednej strony bułki, czyli przejrzysz na zalane wzburzonym żółtkiem oczy, i... Czytaj dalej →

Niunia

Co jakiś czas jedna niunia na zakładzie zadaje mi pytanie no po co ja tak po tych wertepach i krzaczorach bladym świtem, w dodatku SAMA. Ona to by bez Misiaczka w żadnym wypadku i w ogóle, co mi to daje, bo ona po prostu nie widzi żadnej atrakcji w tym działaniu. I za każdym razem... Czytaj dalej →

Gąsienica

Po czym poznać, że ktoś jest prawdziwą kobietą outdooru? Otóż po tym, że idziesz do Lidla, otwierasz portmonetkę, a tam gąsienica. (Która potem decyduje się udać na rekonesans po ladzie kasy, sprawiając, że pani kasowa tak śmisznie piszczy i wyskakuje zza kasy zupełnie jakby zobaczyła co najmniej tyranozaura rexa rozszarpującego na kawałki owieczkę i jeszcze... Czytaj dalej →

Gruba przesada kurde.

Na zdjęciu poniżej widać wejście do Stumilowego Lasu, co on tak naprawdę ma góra z pół mili, ale nie ma co grymasić, jest jak jest, w każdym razie to jest las stary okropnie, w którym wszystko trzeszczy, szumi i gwiżdże, produkując człowieku ciary na plecach, i może dlatego ja go tak lubię, bo on mnie... Czytaj dalej →

Łajpnąć flora

Ten moment, kiedy przystajesz sobie w drodze do domu, bez specjalnego celu, i tak sobie stoisz, kiwając się smętnie na boki i gapiąc się w szarosine niebo, i generalnie oceniając dość nisko swoje aktualne, jak również potencjalne szanse życiowe, i nagle obok podjeżdża taki motór, że nawet w reklamach takich nie mają, i zsiada z... Czytaj dalej →

Marcinek

Na parapecie w łazience od kilku tygodni rozwija się płomienny romans pomiędzy pająkiem i gumową kaczką. Pająk, nazwijmy go umownie Marcinkiem, pojawił się dosłownie znikąd, as they do, i zamieszkał tuż obok wydatnego gumowego kupra kaczki. Spędza tam właściwie całe swoje pajęcze życie, z wyjątkiem tych momentów, kiedy ktoś potrzebuje skorzystać z ubikacji i podchodzi... Czytaj dalej →

Pączuś

Obudziłam się dziś zastając świat w stanie deszczowej apokalipsy i natychmiast poczułam, że jedynym sposobem na udźwignięcie tego poranka będzie pożywne śniadanie złożone z pączka z dżemem. Niezwłocznie pognałam do Lidla i nabyłam, i nie ma co ukrywać, pół zniknęło jeszcze w drodze do samochodu. A potem siedziałam w samochodzie i pożerałam resztę, pożerałam entuzjastycznie,... Czytaj dalej →

Sąsiad

Ten moment, kiedy wymościsz sobie gniazdko z kocyków i podusi w ogródku, słoneczko popyla radośnie po niebie, kwitną róże, pachnie kawuś, a ulubiona książka porozumiewawczo puszcza oko.. i wtedy sąsiad odpala piłę tarczową spalinową. *** Więc robię tę jogę w ogrodzie. Zza płotu wyhyna sąsiad. Coś tam, że to, że tamto. Nic nie słyszę, bo... Czytaj dalej →

Uparcie wierzyć

Nie było łatwo, o'nie. Przygotowania trwały wieki. Do końca nie było wiadomo, czy pogoda nie pokrzyżuje planów. Trzy razy podchodziłam. Ale ostatecznie udało się, i to bez asekuracji. To uczucie, kiedy w końcu stoisz na szczycie, widok zapiera ci dech w piersiach, a wzruszenie odbiera mowę.. Oto kolejne marzenie zrealizowane. Widzisz: trzeba tylko wierzyć, uparcie... Czytaj dalej →

Najgorsza kawa w historii

Ten moment, kiedy kupiłaś kawę w kafei, i jest to najgorsza kawa w historii kawy, i wstajesz od stolika, i idziesz do sprzedawczyni i syczysz z wściekłością co to jest piłaś to to kiedyś wiedźmo rogata, a ona patrzy Ci w oczy tym szyderczym tonem głosu i wskazuje na plakietkę z napisem nie obrażać obsługi,... Czytaj dalej →

Gdzie ci mężczyźni

Należę do tych 'szczęśliwców', którym ciągle przytrafia się coś niefortunnego, np. klucz od domu wypadnie im z ręki dokładnie nad jedyną w mieście studzienką ściekową, albo jakimś cudem wyleją na siebie nieodkorkowane wino. I to nawet jest zabawne, ale dopiero po czasie, a w trakcie to jest płacz i zgrzytanie zębów, albo głębokie westchnięcie połączone... Czytaj dalej →

Italo disco z nutą marsza pogrzebowego

Nie wiem czy wspominałam: strasznie kocham swoją pracę, głównie dlatego, że mogę z niej uciec kiedy z tej miłości mam już ochotę wstrzeliwać sobie zszywki do papieru w czoło. Więc dziś uciekłam i oczywiście pojechałam do rezerwatu Za Rogiem, co pewnie jesteście ciekawi co tam słychać, bo dawno o nim nie było. No więc Za... Czytaj dalej →

Dom

Zawsze przed wyjazdem wychodzę do ogrodu popatrzeć na swój dom. Zazwyczaj wściekam się na wszystkie niedoskonałości, na wieczny bałagan, że zimno, że uszczelka pękła, że wyciekło z rury, że nieustannie coś, i że wezmę cię i sprzedam wpizdu, niech się ktoś inny męczy. Z wyjątkiem chwil przed wyjazdem, kiedy wychodzę do ogrodu i patrzę na... Czytaj dalej →

Dziwochy w Portugalii

Jeśli zaś chodzi o coroczny city break z babeczkami, to był to tradycyjnie wyjazd nastawiony na kulturę oraz edukację, i tak na przykład dowiedziałyśmy się, że jeśli złamany corkociąg utkwi w corku, to nie jest to jeszcze sytuacja beznadziejna, jakby się mogło wydawać. Można bowiem oto corek wydłubać pazurem przy pomocy świętej cierpliwości oraz gamy... Czytaj dalej →

Alice

Alice jest fantastyczna. Nazywam ją Alice z dwóch powodów. Po pierwsze kojarzy mi się z kimś, kto wpadł niechcący do króliczej norki i tak leci, leci, całe życie, tak długo, że w międzyczasie przysnął i właściwie już nie bardzo wie co się wokół niego dzieje. Po drugie przypomina mi Alice z Vicar of Dibly, jak... Czytaj dalej →

Koń

Wczoraj poszłam na spacer wieczorny na łąki z końmi i znalazłam przy płocie kamiennym reklamówkę z jabłkami, co się dobrze złożyło, bo zawsze chciałam tym koniom te jabłka i nigdy nie pamiętałam żeby kupić. Pożyczyłam więc sprytnie jedno zielone jabłko z reklamówki i poszłam szukać swojego ulubionego konia, który wygląda jak wzorek z czekolady na... Czytaj dalej →

Krewni i znajomi Pająka

Na wannie siedzi pająk. Przez dwie minuty siłujemy się wzrokiem na autorytety, po czym pająk wzdycha, wyciąga walizkę spod mydelniczki i mówi: no dobra, bo już późno, ciężki dzień miałem, miejmy to już za sobą, wywal mnie za okno po raz szósty z poczuciem satysfakcji oraz wyższości intelektualnej właściwemu twojemu gatunkowi, and I'll see you... Czytaj dalej →

Jak Bóg da

Zapukała mi wczoraj do drzwi przesympatyczna starsza pani i zaprosiła mnie na zlot Świadków Jehowy, na którym znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i ja się strasznie ucieszyłam i powiedziałam pani, że na pewno się wybiorę, bo mam wiele pytań co z nimi jestem sama, zagubiona jak dziecko we mgle, np. czy w Lidlu sprzedają... Czytaj dalej →

Namiotujemy

Ciepło i ciemno w śpiworku. Krople deszczu bębnią usypiająco o namiot. Jest dobrze. W głowie obrazy gór, kamiennych kotydży i bezkresnych dzikich plaż północy, w sercu przestrzeń, słońce i wiatr. I tylko jedna myśl złowieszcza przebija się przez ten cały kokon szczęścia, ja pierdziele żeby tylko mi się siku nie zachciało *** Ten moment, kiedy... Czytaj dalej →

Szkoła

*** No to poszłam do szkoły. Nie mam pojęcia o czym mówi pan wykładowiec, ale zlokalizowałam maszynę do kawy i kible, jakoś to będzie. *** Właśnie odstawiłam prezentację interaktywną w szkole, i to było bardzo fajne, bo slajdy szły sobie jak chciały, tak średnio co druga, a ja obok nich szłam do przodu w stanie... Czytaj dalej →

Kotydż

Dziś rano obudziłam się radośnie zakiziana, śniło mi się bowiem, że oto oglądałam sobie kamienny kotydż na sprzedaż, i miał dębowe podłogi, i kominki, i takie wielkie okna, przez które do środka wpadało złote światło, a najlepsze było to, że byłam dziana i powiedziałam, że mój ci on, ten kotydż z tymi oknami i z... Czytaj dalej →

Herbatniczek

Obudziłam się, a obok mnie leżało ciasteczko z napisem 'zjedz mnie', to zjadłam, co bym miała nie zjeść ciasteczka, i nagle urosłam i jestem teraz duża i muszę iść do pracy. Jakbym znalazła tę piekarnię to bym im wszystkie szyby powybijała, dzię dobry. *** Są w życiu ważne sprawy, których wartości nie wyrazi żaden pieniądz,... Czytaj dalej →

Deszcz

Deszcz, zwłaszcza ten ponury, zimny i padający dosłownie z każdego kierunku, jest tak częsty w tej krainie, że musiałam się nauczyć z nim żyć. Kiedyś wymyśliłam nawet, że pogoda jest tak naprawdę jedynie stanem umysłu, więc spoko, jesteśmy w stanie się przekonać, że tak naprawdę jest po prostu za-je-biś-cie i nie będzie deszcz pluł nam... Czytaj dalej →

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑